Paul Sellers się myli!

Paul Sellers się myli – gładzik czyli #4 NIE POWINIEN być strugiem pierwszego wyboru dla weekendowego stolarza – w Polsce.

Generalnie to powinien być strugiem  kolejnego wyboru. Albo nawet ostatniego. Właściwie to zwykła siekiera jest bardziej przydatna w trakcie budowy. Na temat tego co myślę o gładzikach pisałem już wcześniej tutaj. Zanim zostanę rozstrzelany i wylejecie na mnie wiadro pomyj pozwólcie, że spróbuję jakoś obronić swoją tezę.

Opowiem Wam o nieco innym świecie. Jest to świat w którym kupno materiału wstępnie ostruganego nie sprawia żadnych trudności – i mam na myśli wszystkie najpopularniejsze gatunki – sosnę, dębinę, jesion ale i czereśnię oraz orzech. W tym świecie tylko finanse ograniczają naszą wyobraźnię jeżeli chodzi o wybór drewna do projektów stolarskich. Każdy amator może udać się do tzw. dealera i zakupić materiał w gatunku, jakości, grubości i stanie obróbki na jaki ma ochotę. W praktyce oznacza to, że w stosunku do niestruganej i nieobrzynanej tarcicy stolarskiej, budowę naszego projektu rozpoczynamy z pole position. Jak w wyścigach F1. Nie musimy wykonywać całej tej ciężkiej roboty związanej z wstępną obróbką. I w takim świecie , #4 albo nawet #3 jest świetnym wyborem – takim strugiem możemy usunąć ślady pozostawione przez maszyny, kantować krawędzie krótszych desek w małych projektach, równać sztorce na wspornicy – czyli wszystko to co Paul pokazuje w swoich filmach i książkach. Jak na razie wszystko się zgadza. Teraz zmieniamy nieco okoliczności – tego świata nie musicie sobie wyobrażać. Ten świat mamy na codzień – sucha tarcica stolarska dostępna tylko w formie niestruganej i nieobrzynanej. Mały wybór gatunków – nawet gatunków rodzimych – spróbujcie kupić np. topolę. Ja mam z tym problem. Mały wybór w grubościach – właściwie to kupujemy co jest a nie to co chcemy. To jest nasza rzeczywistość. I teraz przedstawiam wam całkiem prawdopodobny scenariusz który pewnie nie raz się wydarzył: początkujący amator stolarstwa, naoglądawszy się w internetach produkcji Paula i naczytawszy się na forach internetowych o cudownych właściwościach Stanley’a #4, jedzie do najbliższego składu drewna i zakupuje kilka desek dębowych w grubości 25 mm. Jako, że nikt nie chce mu pomóc na miejscu bo obsługa akurat nie ma ochoty na przerzucanie całego sztapla desek w poszukiwaniu tych kliku najprostszych, nasz amator odjeżdża swoim kombi szczęśliwy jak prosię w błocie zakupiwszy najbardziej pokręcone, spękane i krzywe deski dębowe jakie były na składzie. W planach ma budowę, dajmy na to szafki wiszącej. Wiecie co było dalej? Pewnie wielu z Was zna to z autopsji. Nasz bohater z gładzikiem w ręku, naostrzonym wg. przepisu Paula zabiera się za obróbkę materiału. Jakie jest jego zdziwienie kiedy po kilku godzinach pracy zamiast równych i prostych desek uzyskał…odciski, nadwyrężony bark i pękniętą żyłkę ze złości. Po czymś takim każdy by rzucił to stolarstwo w cholerę i poszedł kupić wyrówniarkę i grubościówkę. Pewnie Paul jest jakimś czarodziejem. Pewnie jest. W końcu nie każdy buduje meble do Białego Domu. Kim ja w końcu jestem żeby kwestionować techniki Mistrza.
Stanley #4
Stanley Bailey #4 
Jestem właśnie kolesiem z nadwyrężonym barkiem który nie miał budżetu i miejsca na maszyny, miał za to ochotę na zgłębianie tajników tego pięknego rzemiosła. Nie zastanowiło Was przypadkiem, jak to się stało, że starszy pan po sześćdziesiątce buduje projekt za projektem przy pomocy ręcznych narzędzi i nie wygląda jak Mario Pudzianowski? Bo tak by wyglądał gdyby strugał wszystko swoją „czwórką” od „surowego” materiału. No to Was oświecę – magia ekranu. Widzimy tylko to co Paul chce nam pokazać – piękny i romantyczny świat cichego i czystego stolarstwa. I nie podejrzewam Paula Sellersa o jakieś złe zamiary, po prostu jego świat jest zupełnie inny od naszego. Nasza rzeczywistość – jeżeli nie posiadamy maszyn albo zaprzyjaźnionego warsztatu stolarskiego który przestruga nam materiał do zakładanych w projekcie wymiarów – jest praktycznie taka jak rzemieślników w XIX wieku i wcześniej. Paul zaczyna każdy projekt,  z uśmiechem prezentując nam poukładany równo materiał – gładki, czysty i wymiarowy. Jego drewno już wcześniej zostało odpowiednio przygotowane. My zaczynamy nasze projekty ze stertą krzywych, zwichrowanych i brudnych dech. Co więc możemy zrobić z naszym Stanleyem #4? Właściwie nic – schowamy go i użyjemy wtedy kiedy przyjdzie na to pora. A tymczasem bierzemy do ręki zdzierak z zakrzywionym ostrzem i równiak. Bierzemy spustnik do kantowania krawędzi i wypłaszczania płycin albo jeżeli bardzo chcemy Stanleyem – to #5 albo #6 i tak jak to robili dawni stolarze – zakasujemy rękawy i działamy. W międzyczasie zmieniamy projekt mebla bo nasz materiał nie pozwala na wykonanie go zgodnie z założeniami z komputera – po prostu po odcięciu spękanych sztorców, deski są za krótkie o 10 mm. Zmieniamy też założenia co do grubości bo np. w projekcie korpus szafki którą chcemy wykonać jest wykonany z materiału grubego na 19 mm a nam po struganiu wyszło 22 mm. I co? Strugamy te 3 mm bo tak jest w projekcie? Gdzie tam – zostawiamy 22 i pal sześć! Tak się właśnie buduje drewniane meble ręcznymi narzędziami – tak jak pozwala na to materiał. I nie zrozumcie mnie źle – Paul Sellers WIELKIM STOLARZEM JEST. Chcę tylko zwrócić uwagę, że nie wszystko da się przeszczepić z anglosaskiego „woodworkingu” internetowego w stosunku 1:1. Kiedyś może również nasz rynek zmieni się na tyle, że #4 stanie się strugiem uniwersalnym. Chociaż dla mnie to żaden problem bo uwielbiam obróbkę ręczną i uważam, że ślady pozostawione przez „brutalne” narzędzia w trakcie wstępnej obróbki są piękne i autentyczne. Ale ja nie jestem do końca normalny…

11 myśli w temacie “Paul Sellers się myli!”

  1. Sama prawda. Obróbka ręczna drewna jest piękna i romantyczna i to bezwzględnie prawda. Ale kiedy będę miał już miejsce i trochę pieniędzy to kupię równiarko grubiarkę bo to jest podstawowe narzędzie dla każdego kto chce budować z nieobrobionej dechy.

    Polubienie

  2. Cześć Łukasz, coś w tym jest przy ręcznym stolarstwie meble powstają takie jak pozwala materiał a projekt z czasem zmienia się w głowie -dla mnie to zaleta. Pozdro

    Polubienie

  3. podpisuję się obiema rękoma, szkic rzeczy które robię jest tylko szkicem jak to ma wyglądać. kąty proste…powiedzmy sobie szczerze to rzecz umowna a wymiary wychodzą w praniu 🙂
    i jestem tu na lepszej pozycji bo mam całkiem niezłą pilarkę jak na amatora i po dorobieniu do niej paru dżigów dechy które są rombami zbliżają się przekrojem do prostokątów.

    dla przykładu tak jak tu:
    http://technikistolarskie.pl/forum/viewtopic.php?f=85&t=770&start=30#p43101

    Polubienie

  4. A konkluzją jest……??? Znaczy się który strug wg Ciebie jest najbardziej uniwersalny i początkujący stolarz powinien go kupić w pierwszej kolejności?

    Polubienie

  5. A to zależy co budujesz i z czego. Nawet średniej wielkości stół jestem w stanie zbudować z niestruganej i nieobrzynanej tarcicy używając jednego struga – równiaka, z dodatkowym ostrzem do obróbki zgrubnej. Odsyłam do lektury cyklu „Stolik dla ubogich”. Moje realizacje może nie są typowym przykładem „how to” a raczej „what if?” więc raczej bez kombinacji, uwzględniając dobrą praktykę należało by się zaopatrzyć w zdzierak, równiak i spustnik. I na koniec w gładzik. Albo cyklinę…
    I nauczyć się ich używać 😉

    Polubienie

  6. Materiał zawsze na czasie, więc opowiem ze strony Janusza z Sulejówka. Otóż Janusz, miał trochę dech z budowy. Sosna. Niby prosta do obrobienia rzecz. Deski były całe od stóp do głów uwalone w cementach, papach i innych. Krzywe. Wysezonowane, bo nie leżały już rok pod chmurą. Wyjątkowo przewidywalny Janusz.
    Zatem sru do internetów, kanały m.in Paula i wizyta w Casto po czwóreczkę. Planowanie jak Bóg przykazał, ostrzenie… Potem już tylko zajechane plecy, odciski, bóle w łokciach. Przyczyny?
    1. Brak strugnicy, bo strugałem materiał na strugnicę.
    2. Nieumiejętne ostrzenie, bo nie miałem czym i nie wiedziałem jak.
    Efekty?
    1. Nowe zakupy. Stary rubanek do rekonstrukcji oraz spustnik. (wciąż brakuje mi zdzieraka).
    2. Krzywo posklejany materiał, bo czwórką nie osiągnie się idealnej płaszczyzny.

    Po pół roku jestem mądrzejszy. Dzięki Łukaszowi 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s