Robol nowego typu

Nie ma strachu – do opowieści o Volksstoliku wrócimy już niebawem. Czuję jednak, że wypadało by się przedstawić – opisać swój „background”, że się tak wyrażę. Skoro pouczam innych to muszę być albo niezłym kozakiem w obróbce drewna – i to z dziada-pradziada albo niezłym palantem z megalomańskimi zapędami…

Tak się składa, że i to i to.

Mój Staruszek budował domy – z cegły, pustaków żużlowych i czego tam jeszcze – i był w tym świetny. I kochał swoją robotę przez co uważałem go za masochistę. Wiecie, lata 80-te w ówczesnym PRL-u a 90-te w Wolnej Polsce to zupełnie dwa różne Światy. Dzieciństwo i dorastanie – stojąc okrakiem na tych dwóch dziwnych dekadach – było doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju. Jednego dnia wszyscy byliśmy po prostu Dzieciakami – po czym następnego bohaterowie z Beverly Hills 90210 oraz Dynastii uzmysłowili nam, że tak naprawdę jesteśmy Burakami z Buraczanego Kraju z buraczanymi problemami. A mój Stary był największym Burakiem jakiego znałem. I moim pierwszym Szefem. Nie Mentorem – szefem, sierżantem i prześladowcą który potrafił mi zasadzić kopa kiedy źle wymieszałem zaprawę. Tak było.

Mój Stary miał w dupie Brandona, Brendę, Carringtonów i Całe Dallas. O zgrozo – miał również w dupie Vadera, Luka, Hana Solo i Indianę Jonesa. Jedyne co go interesowało to robota. I wódka po robocie. Jak ja go z to nienawidziłem.

Mojego Starego interesowało to, żeby mi wreszcie stwardniały ręce bo na takich delikatnych robią się pęcherze. Jak pękną to młotek się ślizga i nie można go utrzymać.  Mojemu Staremu imponowało to jak szybko opanowałem szlifierkę kątową – uwierzcie mi – jestem Mistrzem Gumówki. Mój Stary przedstawił mi łopatologicznie jak używać łopaty a jak szpadla. I jest w tym naprawdę sporo techniki. To On uzmysłowił mi dla czego technika pracy jest w ogóle istotna – bo bez techniki padniesz na twarz i nie wstaniesz rano do roboty. Za punkt honoru wziąłem sobie nauczenie się jak odróżnić klucz 10-tkę od 13-tki i rurkę półcalową od trzyczwarte. Na oko. Wstyd było nawet zapytać. Ze stolarką mięliśmy do czynienia niewiele – szalunki, rusztowania drewniane, kasty na zaprawę, stoły do tynkowania sufitów. Wszystko w sośnie lub świerku. I wszystko ręcznie – dotnijcie i zbijcie sobie szalunek na dwa piętra schodów zabiegowych przy pomocy piły kabłąkowej i młotka – szybko można osiągnąć poziom ekspert w obsłudze obu narzędzi.

Stolarstwo było lepszym światem – tylko w wyobraźni. Warsztat mojego Dziadka był odległym azylem od znoju betoniarki rzężącej na rzadkim prądzie budowlanym w sierpniowym skwarze. Wiecie jakie wrażenie na kilkuletnim chłopcu robiła strugnica typu wiedeńskiego przyczajona pod ścianą jak jakiś ciepły i tajemniczy Stwór? Ze ściskami i imakami poczerniałymi ze starości. Ramówki wiszące w równych szeregach, ostre dłuta pieczołowicie poukładane. I słoiki z gwoździami – Dziadek je zbierał. Kolekcjonował wręcz. Nie odpuścił żadnemu, choćby był największym krzywulcem. Prostował i siup – do słoika. Na zaś…

I nie opowiadam Wam o tym, żeby się pożalić. Mówię to, bo jestem dumny z tego, że jestem robolem. Tak, ROBOLEM. Robolem z robolskiej rodziny z robolskimi korzeniami. Robolem który czyta i pisze. I wiecie co? Większość z nas ma taki „background”. Co z tego, że po studiach i fakultetach. Co z tego, że na etacie w Korpo. Robol w nas siedzi i tylko od nas zależy jaką pokaże twarz. Mądrą czy buraczaną.

Właśnie się poryczałem ze śmiechu bo przypomniało mi się jak odstające uszy miał mój Zbychu – wieczorem świeciły jak rubiny.

Właśnie się poryczałem ze wzruszenia bo uzmysłowiłem sobie jak dużo Mu zawdzięczam. Niczego mnie nie nauczył specjalnie, był beznadziejnym nauczycielem ale pozwalał mi patrzeć. Ważniejsze jest żeby Uczeń chciał się nauczyć niż Mistrz przekazać.

Musielibyście zobaczyć jak muruje – istny balet.

PS. Zdjęcie tytułowe zrobiłem latem na Poznańskim Starym Rynku. Zainteresowały mnie ręce tego starego Garncarza. Pewnie miały by wiele historii do opowiedzenia.

6 myśli w temacie “Robol nowego typu”

  1. a mój stary był kolejarzem, jeździł jeszcze na węglówkach, do domu wracał brudny po łokcie z charakterystycznym zapaszkiem smaru, dymu węglowego. a w domu robiliśmy wszystko sami – płytki w łazience, malowanie, tapetowanie, przyklejanie płytek pcv do podłogi – sami.

    nie pamiętam by kiedykolwiek był u nas „majster” od czegoś. wakacje u dziadka i babci, 4 km za miastem. i to właśnie dziadek pokazał mi wszystko, cięcie piłą, wbijanie gwoździ tak by się nie gięły (jestem leworęczny, więc było mi czasem trudniej), hebla długo nie pozwalał dotknąć -leży do dziś u mnie w piwnicy, pęknięty – mam do niego większy sentyment niż do veritasów.
    moja pierwsza poważna praca to była drabina, prawie zesrałem się z radości jak dziadek powiedział że muszę się jeszcze dużo uczyć ale będą ze mnie ludzie 🙂
    wszyscy po trochu jesteśmy robolami, jedni tego nie powiedzą, inni zapomnieli. ja nie mam z tym problemu, wiele razy w sterylnym korporacyjnym biurze niedomytymi rękami napieprzam w komputer bo wczoraj wieczorem akurat ostrzyłem i ciężko to świństwo od razu odszorować.

    pokolenie z lat 70 takie jest. dzisiejsi dwudziestolatkowie to już inna historia. rurki – spodnie, jak facet może nosić rurki ?? 🙂
    pzdr

    Polubienie

    1. Witam, przede wszystkim jestem pełen uznania Panie Łukaszu za to co Pan robi- Sztuka Stolarska przez duże S i do tego niezwykły talent do pisania i zaszczepiania pasji w ludziach takich jak ja.
      Tak mi się przypomniało w temacie „roboli” -miałem podobnie tyle że przy gospodarce w lecie a stolarstwo zimą. Utkwiło mi jedno, pracuj ciężko aż krew poleci z odcisków na rękach a z każdym kolejnym odciskiem dłonie staną się twardsze. Bo w życiu trzeba być twardym a nie miętkim.
      Teraz kiedy już czterdziestka na karku na nowo staram się coś dłubać w drewnie tyle że dla pasji a nie z musu. Może faktycznie coś z genów mi przodkowie przekazali , dziadek był kołodziejem (dzisiaj już pewnie mało kto wie co to za zawód) ojciec stolarz i cieśla do dzisiaj mimo iż ma 72lata imponuje mi swoimi zdolnościami kiedy to przymyka jedno oko „strzela” deską pod światło i już wie że linia cięcia jest perfekcyjnie prosta.
      Pozdrawiam

      Polubienie

      1. Hej Marcin – nie jestem żaden Pan 😉 Mam nadzieję, że pasja rozkwitnie! Jeżeli Tata stolarz to nic tylko czerpać wiedzę – a na pewno zapisywać bo tacy ludzie odchodzą a wiedza wraz z nimi. Nawet nie masz pojęcia jak trudno dzisiaj odtworzyć pewne techniki. Czasami trzeba przewertować całe opasłe tomy żeby odszukać ślad informacji. Jeżeli chcesz być na bierząco z moimi stolarskimi opowieściami to subskrybuj bloga – pod postami jest ikonka – wystarczy kliknąć…dzięki za dobre słowo!

        Polubienie

  2. W takim razie Cześć Łukasz, na bloga z pewnością będę często zaglądał. Po przeczytaniu wszystkich wątków jestem pod wielkim wrażeniem…. że tak się da bez tych wszystkich elektronarzędzi.
    Tak przy okazji widziałem na jednej z Twoich realizacji (z blatem w kokardki) zdaje się wosk czy można go użyć na już zapuszczony olejem jesionowy blat ?

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s